strzałka - idź do góry strony

Czas próby, czas nadziei… Kilka uwag o śląskich czasach zarazy i o tym, że życie silniejsze jest niż śmierć

Wielu może żywić dziś przekonanie, że stare chińskie złorzeczenie „obyś żył w ciekawych czasach” stało się naszym udziałem. W poczuciu zagrożenia, w konieczności życia w najrozmaitszych utrudnieniach i obostrzeniach tęsknimy za spokojem, normalnością i tym, co zwyczajne. Historia jednak uczy, że trzeba zawsze być przygotowanym na zaskoczenia, bowiem paradoksalnie to dzięki nim życie zawsze było i pozostaje bogate. Nic nie jest dane raz na zawsze ani pokój, ani wojna, ani zdrowie, ani epidemie. Szczęśliwie jednak skoro wszystko przemija, to znaczy, że choroby także. Ruiny są znakiem zniszczenia, ale też miejscem, w którym i na którym rozwija się nowe życie. Ono zawsze okazuje się ostatecznie silniejsze niż śmierć.

Najpotężniejsza z zaraz, które dotknęły Europę, dżuma z połowy XIV w. zabrała ok. 50 milionów istnień ludzkich, Śląsk jednak  wówczas odległy i słabo zaludniony  niewiele ucierpiał. Potem jednak nie było już tak spokojnie. W 1527 r. dżuma nawiedziła Nowogrodziec (nie był to jedyny taki wypadek, ale bardzo poważny, w następnym stuleciu przeżyły zarazę jedynie trzy rodziny i mnisi z niedalekiego klasztoru). Kilkakrotnie pomór dotknął mieszkańców Lubania (tylko przez pół roku 1553 umarło tam 2200 ludzi). W 1585 r. na Śląsku Cieszyńskim ofiarą zarazy padło około 3 tys. ludzi (w roku 1715  1500 osób). W 1676 r. zaraza wybuchła w Tarnowskich Górach, ustąpiła po „procesji błagalnej” do Piekar (co tarnogórzanie upamiętniają coroczną lipcową pielgrzymką). W 1708 r. dżuma, zwana czarną śmiercią pojawiła się w Grodzisku koło Kłobucka. Niewielu wtedy ludzi w mieście przeżyło, a gdy ktokolwiek próbował je opuścić, spotykał się z wymierzoną w siebie bronią żołnierzy ze szczelnego kordonu. Nie ominęła Śląska i cholera, która dziesiątkowała wojska rosyjskie walczące z powstańcami listopadowymi. Górny Śląsk też wtedy bardzo ucierpiał, co związane było z warunkami życia Ślązaków (ciężka praca, złe jedzenie, duża ilość wypijanego alkoholu). W Chełmie Śląskim zmarła większość mieszkańców. Jego uboga ludność nie odżywiała się dobrze, a higiena także pozostawiała wiele do życzenia. Lata gospodarczej prosperity miały dopiero nadejść… Do nieszczęść dotykających tę ziemię doszły jeszcze klęski głodu. W latach 18451848 przyszły kolejne tragedie w postaci zarazy ziemniaczanej. Głód był tak wielki, że ludzie zjadali korę z drzew… Niebawem wybuchła epidemia tyfusu. Wokół Pszczyny i Rybnika umierało tak wielu ludzi, że nie było komu ich grzebać. Chorym heroicznie pomagał osiadły na Śląsku w Brzozowie pisarz, podróżnik, przyjaciel Cypriana Norwida, Władysław Wężyk, który założył szpital dla chorych, a oddany im do końca zaraził się tyfusem i w wieku 32 lat, 15 lutego 1848 r. zmarł.

W tym czasie kilka lat z rzędu (od roku 1845 począwszy) ziemię raciborską nawiedzały niszczycielskie powodzie, które potęgowały rozwój chorób, a w 1847 r. doprowadziły do kolejnej epidemii tyfusu. Z przeszło 6 tysięcy zakażonych w Raciborzu i okolicach zmarło ponad 1200. Najbardziej potrzebującymi zajmował się z oddaniem proboszcz Franz Heide. 40 domostw w Krzyżanowicach otoczono kordonem. Chorowali mieszkańcy Bojanowa i Bieńkowic, Ostroga i Starej Wsi. W latach 18471848 z powodu głodu i tyfusu na Górnym Śląsku zmarło około 50 tysięcy osób. Chorym pomagali wtedy również lekarze przybyli tutaj z Wiednia oraz cztery siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr Pielęgniarek Trzeciej Reguły św. Franciszka, które przyjechały z północnej Westfalii. Ślązacy umierali z powodu chorób także w czasie wojny prusko-austriackiej w 1866 r. i w latach następnych.

Epidemiom cholery w XIX wieku na terenach rejencji opolskiej Marek Paweł Czapliński poświęcił osobną książkę (Epidemie cholery w rejencji opolskiej w latach 1831—1894) wydaną przez Stowarzyszenie Humanistyczne: Europa, Śląsk, Świat Najmniejszy w Rybniku w 2012 r.
Czas wojen (I i II światowej) to nie tylko miliony zmarłych w wyniku działań zbrojnych i mordów, ale także chorób. Na frontach I wojny panowało wiele epidemii, nie tylko grypa. Były przypadki czerwonki, tyfusu, dżumy, cholery i wielu, których nawet jeszcze wówczas nie potrafiono nazwać. Lata 19181919 to też czas największej epidemii w Europie  hiszpanki (na tereny Śląska dotarła latem 1918 r., a jej druga fala wiosną 1919 r.).

Zarazy i pomory przychodziły i w czasie pokoju, i w czasie niepokoju. Zawsze zaskakiwały i przerażały…, ale zawsze też znikały. Pokazywały ludzkie słabości, ale też (a może przede wszystkim) ludzką ofiarność, brak odpowiedzialności i wielką odpowiedzialność, lekkomyślność i rozwagę, panikę i odwagę… Były zatem sprawdzianami dla ludzkiej kondycji i ujawniały, czym dla człowieka są największe wartości, takie jak życie dla drugich, gotowość do poświęcenia, wierność dziedzictwu kulturowemu.
Dziś w czasie kolejnej próby zwróćmy się ku tym, którzy dali świadectwo, dzięki którym możemy nie tracić nadziei i odkryć, jak wiele dobra w czasach trudnych możemy doświadczyć i nim się dzielić.
dr Jacek Kurek
DZIAŁ WYDAWNICZY MUZEUM W CHORZOWIE

ponadto w dziale: Artykuły

korzystanie ze strony oznacza zgodę na pliki cookies - więcej informacji: pollityka prywatności
akceptuję